Jedna mata, wielu mistrzów. Jak Mirosław Okniński budował BJJ w Warszawie
2 września 2000, Gwardia Warszawa
Sześć klubów z jednej maty
Czarny pas 19 marca 2010
2 września 2000 roku na Gwardii Warszawa odbył się trening brazylijskiego jiu-jitsu. Prowadził go niebieski pas, bo wyższych stopni w Polsce prawie nie było. Z tej grupy wyszli ludzie, którzy zbudowali Copacabanę, Dragon's Den, Unity Team, Piranhę i Academię Gorila. Opowieść o tym, jak się zaczęło.
Talent nie przychodzi na salę z napisem na czole.
Trzeba go zauważyć. Potem sprawdzić. A na końcu zrobić coś najtrudniejszego:
nauczyć zawodnika pracować wtedy, kiedy pierwsza fascynacja już minie.
Mirosław Okniński potrafił takich ludzi znajdować.
Jedni zostawali zawodnikami. Inni zdobywali czarne pasy. Kolejni zakładali
własne kluby i wychowywali następne pokolenia. Nie wszyscy pozostawali pod
jednym szyldem. Ale wielu zaczynało na tej samej macie.
Na Gwardii Warszawa.
Gwardia Warszawa. Tu zaczynało się warszawskie BJJ
Najpierw były kasety, nie tutoriale
Dzisiaj zawodnik może obejrzeć dowolną technikę w telefonie. Może pojechać
na seminarium z mistrzem świata, wystartować w zawodach niemal w każdy weekend
i wybierać spośród wielu klubów BJJ w Warszawie.
W latach dziewięćdziesiątych wyglądało to zupełnie inaczej.
Nie było polskiej sceny brazylijskiego jiu-jitsu. Nie było dziesiątek czarnych
pasów. Wiedzę zdobywało się z kaset VHS, zagranicznych wyjazdów i pojedynczych
seminariów.
W 1993 roku Mirosław Okniński zobaczył w Niemczech pierwszą galę UFC. Royce
Gracie wygrywał z większymi przeciwnikami techniką, której większość widzów
nie rozumiała.
Mniejszy człowiek pokonywał większego.
Nie opowieścią. Nie pokazem. Walką.
Okniński zaczął trenować BJJ. Pojechał między innymi na seminarium
z brazylijskim trenerem, organizowane w Poznaniu przez Karola
Matuszczaka, jedną z najważniejszych postaci początków polskiego BJJ.
Matuszczak rozwijał sportowe jiu-jitsu. Oknińskiego interesowało także Vale
Tudo. Chciał łączyć parter z zapasami, boksem i kickboxingiem.
Nie pytał, który styl wygląda najlepiej.
Pytał, który działa.
Mirosław Okniński na macie, pierwsze lata brazylijskiego jiu-jitsu
2 września 2000 roku. Pierwszy trening na Gwardii
Jednym z najlepiej udokumentowanych świadectw tamtych czasów jest relacja
Marka Pasierbskiego, opublikowana w 2012 roku w serwisie GrapplerINFO.
Pasierbski podaje dokładną datę: 2 września 2000 roku. Miał wtedy 18 lat.
Na trening zaprowadził go brat.
Zajęcia odbyły się na warszawskiej Gwardii. Prowadził je Mirosław Okniński,
który był wtedy niebieskim pasem BJJ.
Pasierbski wspomina ten dzień jako pierwszy trening brazylijskiego jiu-jitsu
w Warszawie.
Niebieski pas jako główny trener może dzisiaj dziwić. Wtedy w całej Polsce nie
było prawie nikogo z wyższym stopniem. Według wspomnień Pasierbskiego na
początku jego kariery w kraju było nie więcej niż około dziesięciu niebieskich
pasów. Były to najwyższe stopnie spotykane na matach.
Nikt nie dostawał gotowego systemu szkoleniowego.
Trzeba było oglądać, próbować, sparować i poprawiać błędy.
Trener nie czekał na gotowych zawodników
Na Gwardię nie przychodzili przyszli mistrzowie z kompletnymi umiejętnościami.
Przychodzili ludzie z judo, zapasów, taekwondo, boksu i innych sportów. Jedni
mieli świetną kondycję. Inni byli silni. Ktoś miał dobry rzut. Ktoś szybko
rozumiał parter. Jeszcze ktoś przegrywał na początku każdą walkę, ale zawsze
chciał zrobić następny sparing.
Rolą trenera było zobaczyć, na czym można budować.
Patrząc na zawodników rozwijanych przez Mirosława Oknińskiego, widać
powtarzający się schemat. Nie próbował zrobić z każdego tej samej kopii.
Judoka miał wykorzystywać judo. Zapaśnik zapasy. Silny zawodnik siłę.
Techniczny zawodnik technikę.
Braki trzeba było poprawić, ale nie wolno było zgubić największej broni.
Najpierw znajdowało się to, co zawodnik robi najlepiej. Potem budowało się
wokół tego resztę.
Pierwsze pokolenie warszawskiego BJJ
Marek Pasierbski. Osiemnaście lat i żadnej taryfy ulgowej
Marek Pasierbski trafił do grupy jako jeden z młodszych i lżejszych
zawodników. Na sali spotykał ludzi większych oraz mających doświadczenie
w innych sportach walki.
Nie mógł wygrywać masą.
Musiał nauczyć się techniki.
W pierwszym roku trenował trzy razy w tygodniu. Nowe ruchy powtarzał później
w domu z bratem. Z czasem zaczął poddawać cięższych przeciwników.
Przez około pięć lat trenował pod okiem Mirosława Oknińskiego. Później został
jednym z trenerów rozwijającej się Copacabany Warszawa.
W 2006 roku zdobył złoty medal Mistrzostw Europy BJJ. Rok później wygrał
kategorię elity do 76 kilogramów podczas Mistrzostw Polski. W 2012 roku
otrzymał czarny pas BJJ z rąk Braulia Estimy.
Po latach mówił o początkach na Gwardii:
„Czułem, że biorę udział w czymś ważnym”.
Miał rację.
Marek Pasierbski i Paweł Mistewicz
Leszek Pawlęga. Od ucznia do trenera kolejnych mistrzów
Razem z Pasierbskim trenował Leszek Pawlęga.
Obaj przez kilka lat nie tylko walczyli, ale również pomagali prowadzić
zajęcia w klubie Mirosława Oknińskiego. Pod koniec 2005 roku przeszli do
Copacabany Warszawa.
Pawlęga został jednym z głównych trenerów klubu. Czarny pas otrzymał, tak jak
Pasierbski, z rąk Braulia Estimy. Sam zaczął przygotowywać kolejnych
zawodników i trenerów.
To ważny element tej historii.
Dobry trener nie buduje wyłącznie ludzi, którzy przez całe życie stoją za nim
na wspólnym zdjęciu. Buduje ludzi zdolnych pójść dalej i wziąć
odpowiedzialność za własną matę.
Paweł Mistewicz. Przyszedł na drugi trening i został na lata
Na początku 2001 roku do sekcji przyszedł Paweł Mistewicz.
Miał 25 lat. Podobnie jak wielu ludzi z tamtego pokolenia zobaczył wcześniej
kasety z pierwszymi turniejami UFC. Royce Gracie przekonał go, że właśnie
walki w parterze chce się nauczyć.
Mistewicz wspominał, że w 2001 roku klub Mirosława Oknińskiego był jedynym
klubem BJJ w Warszawie.
Na pierwszym treningu spotkał między innymi Marka Pasierbskiego, Leszka
Pawlęgę i Łukasza Pawłowskiego. Został poddany na kilka sposobów. Nie
zrezygnował. Przyszedł ponownie.
W marcu 2012 roku otrzymał czarny pas BJJ z rąk Felipe Moty. Później stworzył
Unity Team Warszawa.
Jego historia pokazuje jedną z cech dobrego zawodnika, którą Okniński zawsze
cenił: człowiek nie musi wszystkiego umieć na pierwszym treningu. Musi chcieć
przyjść na drugi.
Zbigniew Tyszka. Zawsze jeszcze jeden sparing
W warszawskiej grupie trenował również Zbigniew „Zybi” Tyszka.
Paweł Mistewicz wspominał, że przez kilka lat bardzo dużo razem sparowali.
Tyszka wyróżniał się pracowitością. Nie odpuszczał. Gdy inni kończyli, on
chciał zrobić jeszcze jedną walkę.
Talent bez pracy jest tylko obietnicą.
U Tyszki była praca.
Później stworzył Piranha Grappling Team w Gdyni. Został jednym
z najbardziej rozpoznawalnych polskich trenerów grapplingu oraz mistrzem
Europy i Polski ADCC.
Kolejny zawodnik z pierwszego środowiska zaczął budować własne.
Już nie w Warszawie. Na drugim końcu Polski.
Krzysztof Łukaszewicz. Od pierwszej grupy do Dragon's Den
Krzysztof Łukaszewicz rozpoczął treningi brazylijskiego jiu-jitsu około 2003
roku. Należał do pokolenia zawodników, które rozwijało się w pierwszym
warszawskim środowisku BJJ.
W 2010 roku założył Dragon's Den Fight Club.
Dwa lata później otrzymał czarny pas z rąk Braulia Estimy, tego samego dnia
co Pasierbski i Pawlęga. Zdobywał medale mistrzostw świata i Europy
w grapplingu. Rozwinął również zajęcia BJJ dla dzieci, młodzieży i dorosłych.
Z jednej grupy powstawały następne kluby. Z zawodników robili się trenerzy.
Z treningów dla kilku zapaleńców powstawały całe struktury szkoleniowe.
Tak wygląda prawdziwy wpływ trenera.
Marek PasierbskiLeszek PawlęgaPaweł MistewiczZbigniew TyszkaKrzysztof ŁukaszewiczMarcin Polczyk i Paweł Jaworski
Z Gwardii do Brazylii
W czerwcu 2005 roku grupa zawodników poleciała do Rio de Janeiro.
Wśród nich byli między innymi Paweł Mistewicz, Leszek Pawlęga, Marek
Pasierbski, Szymon Pawlęga i Tomasz Rydzewski.
Jeszcze kilka lat wcześniej wiedzę o BJJ zdobywali głównie z kaset
i pojedynczych seminariów. Teraz trenowali dwa razy dziennie w akademii
Gracie Barra.
Na macie spotykali zawodników światowego poziomu. Wśród nich byli Roger
Gracie, Braulio Estima, Nino Schembri, Pe de Pano, Roberto „Gordo” Correa
i Renato „Babalu” Sobral.
Trening wyglądał prosto: krótka rozgrzewka, jedna lub dwie techniki, walki
zadaniowe i długie sparingi.
Bez wielkiej filozofii.
Technika. Walka. Wnioski. Następnego dnia od początku.
Wiedza przywieziona z Brazylii trafiła później do warszawskich klubów. Każdy
z uczestników wyjazdu przekazywał ją kolejnym zawodnikom.
Seminarium z Joe Moreirą. Wiedza przyjeżdżała do Polski z zewnątrz, seminarium po seminarium
Trener musi dać zawodnikowi miejsce do sprawdzenia
Samo prowadzenie treningów nie wystarczy.
Zawodnik potrzebuje walk. Musi poczuć stres, zmęczenie i odpowiedzialność za
wynik. Dopiero wtedy trener widzi, co naprawdę działa.
Dlatego Mirosław Okniński nie ograniczał się do prowadzenia sekcji.
Organizował pokazy i pierwsze walki w klatce. W 2002 roku doprowadził do
oficjalnego pojedynku Grzegorza Jakubowskiego z Temistoklesem Teresiewiczem.
Walka trwała 45 minut i zakończyła się remisem.
W 2003 roku ruszył cykl MMA Polska. W ciągu około 18 miesięcy odbyło się
siedem edycji. Walczyli na nich między innymi Antoni Chmielewski, Michał
Materla i Maciej Kawulski.
Później powstała Amatorska Liga MMA. Pierwsze dwie edycje zorganizował klub
Mirosława Oknińskiego na Gwardii Warszawa.
To nie były działania obok pracy trenerskiej.
To była część pracy trenerskiej.
Jeżeli w kraju nie było miejsca do sprawdzania zawodników, trzeba było takie
miejsce stworzyć.
Pierwsze walki w klatceAntoni Chmielewski i Mirosław Okniński
„Fabryka mistrzów”
W wywiadzie dla Fight24.pl z maja 2009 roku Mirosław Okniński wymieniał
zawodników, których uważał za wielkie talenty.
Na liście znaleźli się między innymi Antoni Chmielewski, Grzegorz Trędowski,
Łukasz Jurkowski, Zbigniew Tyszka, Paweł Mistewicz, Adam Okniński, Paweł
Nastula, Tomasz Janiszewski, Piotr Zalewski i Jędrzej Staniszkis.
Mówił wtedy krótko:
„Mój klub jest fabryką mistrzów”.
Można się z tym hasłem kłócić. Można uznać, że jest nieskromne.
Potem trzeba jednak spojrzeć na nazwiska.
Część tych ludzi zdobywała medale. Część walczyła na najważniejszych polskich
galach. Część została trenerami. Niektórzy zbudowali kluby, które działają do
dzisiaj.
Grupa MMA z tamtych lat
Nie tylko znaleźć talent. Trzeba go jeszcze zbudować
Rozpoznanie talentu to dopiero początek.
Trener musi powiedzieć zawodnikowi prawdę. Także wtedy, gdy zawodnik nie chce
jej usłyszeć. Musi dobrać sposób walki do jego warunków, znaleźć odpowiednich
sparingpartnerów i przygotować plan na konkretnego przeciwnika.
Musi też wiedzieć, kiedy przycisnąć, a kiedy odpuścić.
Po latach podobnie opisywał Mirosława Oknińskiego Szymon Kołecki. Po wygranej
z Mariuszem Pudzianowskim na gali KSW 47 mówił dziennikarzom, że to trener
ułożył plan na tę walkę i przekonał go do innego podejścia, niż sam
początkowo zakładał. Nie ogólne hasła. Konkret pod danego przeciwnika.
Kołecki wygrał z Pudzianowskim. Wygrał też z Damianem Janikowskim.
Ta sama metoda była widoczna wcześniej w BJJ. Nie budować wszystkich
jednakowo. Znaleźć najlepszą broń zawodnika i nauczyć go jej używać.
Ważenie przed walką Kołeckiego z Pudzianowskim, KSW
Metoda potwierdzona przez kolejne pokolenia
Pierwsza grupa BJJ na Gwardii rozpoczęła proces. Późniejsze pokolenia
potwierdziły, że nie był to przypadek.
Krzysztof Jotko współpracował z Mirosławem Oknińskim przez około sześć
lat. Do UFC wszedł z zawodowym rekordem 14-0. W największej organizacji MMA na
świecie odniósł 11 zwycięstw.
Michał Oleksiejczuk współpracował z Oknińskim przez około trzy lata. W tym
okresie stoczył sześć walk w UFC, z których cztery wygrał.
Marian Ziółkowski budował pod okiem trenera fundament swojej kariery przez
około osiem lat. Później został mistrzem KSW w wadze lekkiej.
Szymon Kołecki rozpoczął zawodową karierę MMA w wieku 35 lat. Pod okiem
Mirosława Oknińskiego wygrał między innymi z Mariuszem Pudzianowskim
i Damianem Janikowskim oraz zdobył pasy Babilon MMA w dwóch kategoriach
wagowych.
Różni zawodnicy. Różne charaktery. Różne warunki fizyczne.
Jedna zasada: nie robić z człowieka kogoś, kim nie jest. Zrobić najlepszą
możliwą wersję zawodnika, którym może zostać.
Krzysztof Jotko i Mirosław Okniński w oktagonie UFC w BerlinieMichał Oleksiejczuk i Mirosław Okniński na zapleczu gali UFCSzymon Kołecki z dwoma pasami Babilon MMA
Czarny pas, dziesięć lat po pierwszym treningu
Mirosław Okniński sam również startował.
Zdobył pierwsze miejsce na Mistrzostwach Europy IBJJF w kategorii
Master 2, brązowe pasy, ultra heavy. W oficjalnych wynikach reprezentował
MMA Poland.
19 marca 2010 roku otrzymał czarny pas BJJ z rąk Mario Sukaty. Na liście
polskich czarnych pasów, prowadzonej przez środowisko BJJ, figuruje jako
jedenasty w kraju. Relacja z tamtego czasu nazywała go pierwszym czarnym
pasem brazylijskiego jiu-jitsu w Warszawie.
Dziesięć lat wcześniej prowadził treningi jako niebieski pas, bo wyższych
stopni prawie nie było.
W 2010 roku sam został czarnym pasem. Jego dawni zawodnicy również zdobywali
najwyższe stopnie, prowadzili zajęcia i tworzyli własne zespoły.
To pokazuje skalę zmiany lepiej niż jakiekolwiek hasło reklamowe.
Mirosław Okniński, czarny pas brazylijskiego jiu-jitsu
Co wyrosło z pierwszej warszawskiej grupy
Z pierwszego środowiska związanego z Mirosławem Oknińskim wyszli zawodnicy
i trenerzy, którzy później rozwijali między innymi:
Copacabana Team Warszawa,
Dragon's Den Fight Club,
Ze Radiola Team Poland,
Unity Team Warszawa,
Piranha Grappling Team,
Academia Gorila.
Każdy z tych klubów ma własną historię. Każdy został zbudowany pracą
konkretnych ludzi. Nie oznacza to, że wszystkie swoje sukcesy zawdzięczają
jednemu trenerowi.
Ale ich korzenie w wielu miejscach prowadzą do tej samej maty.
Do Gwardii Warszawa i grupy prowadzonej przez Mirosława Oknińskiego.
Pełną listę tych trenerów, z klubami i dorobkiem, znajdziesz na stronie
historii Akademii.
Od Gwardii do Wilanowa
Dzisiaj Mirosław Okniński nadal prowadzi zajęcia.
Akademia Sportów Walki Wilanów mieści się przy ulicy Wiertniczej 26A
w Warszawie. Trenują tu dzieci, początkujący, dorośli i zawodnicy
przygotowujący się do startów.
Nie trzeba już szukać kaset VHS.
Wiedzy jest więcej. Warunki są lepsze. Sport poszedł do przodu.
Jedno się nie zmieniło.
Na salę nadal może wejść człowiek, który niczego jeszcze nie umie. Trener
może jednak zobaczyć w nim coś, czego on sam jeszcze nie widzi.
Od tego zaczyna się każdy zawodnik.
Grupa brazylijskiego jiu-jitsu Akademii Sportów Walki Wilanów, dzisiaj
Chcesz zacząć trenować BJJ w Warszawie?
Nie musisz mieć doświadczenia. Nie musisz być silny ani sprawny przed
pierwszym treningiem. Od tego jest trening.
Przyjdź do Akademii Sportów Walki Wilanów. Zobacz zajęcia. Wejdź na matę.
Zacznij w grupie początkującej Akademii Sportów Walki Wilanów. Nie musisz mieć doświadczenia, żeby wejść na matę. Potrzebna jest regularność i gotowość do nauki.