Przejdź do treści
Dołącz do Akademii już dziś! Rozpocznij swoją przygodę ze sportami walki.MMA, brazylijskie jiu-jitsu i zajęcia dla dzieci.Trzy poziomy zaawansowania, od grupy początkującej po zawodniczą.Zajęcia grupowe od poniedziałku do piątku.Wilanów, ulica Wiertnicza 26A.
Akademia sportów walki na warszawskim Wilanowie. MMA i brazylijskie jiu-jitsu dla dorosłych oraz zajęcia dla dzieci.

Nasi zawodnicy

Od pierwszej klatki do MMA Polska. Tak Mirosław Okniński zaczął budować polskie MMA

Zawodnik stoi w klatce, wokół siatki ciasno stłoczona publiczność, w tle baner Vale Tudo
  • Pierwsza klatka od kowala
  • 45 minut bez zwycięzcy
  • Tak powstało MMA Polska

Klatkę zrobił kowal pod Warszawą. Zawodników trzeba było szukać w judo, zapasach i boksie. Pierwsza walka trwała 45 minut i skończyła się bez zwycięzcy. Opowieść o początkach polskiego MMA, opowiedziana przez człowieka, który je organizował.

Dzisiaj MMA w Polsce nikogo nie dziwi.

Są wielkie gale, zawodnicy UFC, pełne hale, transmisje telewizyjne i setki klubów. Dzieci, początkujący i zawodowcy trenują na tych samych matach, a klatka jest normalnym elementem tego sportu.

Na początku nie było niczego takiego.

Była ciekawość. Było brazylijskie jiu-jitsu. Były zapasy, judo, boks i kickboxing. I byli ludzie, którzy chcieli sprawdzić, co naprawdę działa w walce.

Jednym z nich był Mirosław Okniński.

Najpierw była skuteczność

Okniński znał Karola Matuszczaka ze środowiska brazylijskiego jiu-jitsu. Spotykali się na seminariach i obozach. Matuszczak mocno rozwijał w Polsce sportowe BJJ.

Mirosław patrzył na temat trochę inaczej. Interesowała go przede wszystkim walka, w której można połączyć różne style. Vale Tudo. To, co później zaczęliśmy po prostu nazywać MMA.

Karol Matuszczak zwracał uwagę na doświadczenia Brazylijczyków. Sportowe jiu-jitsu kojarzyło się dobrze. Walki w klatce miały znacznie gorszą opinię.

Mirosław nie zamierzał z klatki rezygnować. Jak mówi:

„Zawsze interesowała mnie skuteczność. Wiedziałem, że chcę rozwijać MMA i Vale Tudo. Nieważne, jak to wtedy było odbierane.”

I właśnie od tego zaczęła się historia.

Jakubowski kontra Teresiewicz

Grzegorza „Jakubka” Jakubowskiego Okniński znał już ze środowiska sportów walki. Potrzebny był przeciwnik. Pojawiło się ogłoszenie. Zgłosił się Temistokles Teresiewicz, według wspomnień Mirosława związany z policyjnymi oddziałami antyterrorystycznymi.

Zestawienie miało dodatkowy smaczek. Jakubowski przyjechał z Gdyni. W jego otoczeniu znajdowali się ludzie związani ze środowiskiem kibiców Arki, z których część również trenowała. Po drugiej stronie stanął policjant.

Nie była to jednak historia wymyślona pod promocję gali. Wtedy nie było jeszcze takiego marketingu. Mieli po prostu wejść do klatki i sprawdzić, kto jest lepszy.

Dwaj zawodnicy stoją naprzeciw siebie w klatce, za siatką ciasno siedzi publiczność, nad nimi baner Vale Tudo
Naprzeciw siebie, w klatce

Klatkę zrobiono u kowala

Dzisiaj profesjonalną klatkę można zamówić. Wtedy trzeba było sobie radzić inaczej.

Okniński wspomina, że pierwszą konstrukcję zrobiono u kowala pod Warszawą, prawdopodobnie w okolicach Konika. W organizacji pomógł Jacek Foltyn, który trenował wtedy u Mirosława.

Pomysł był prosty. Robimy walki. Potrzebujemy klatki. Trzeba ją zbudować.

Foltyn miał pomóc z początkową zaliczką. Później, jak wspomina Okniński, resztę pieniędzy trzeba było zebrać samemu. Nie było łatwo. W końcu klatka powstała.

Grube stalowe rury. Twarda metalowa siatka. Bez dzisiejszego miękkiego wykończenia.

„Było ostro. Zawodnicy mogli się o tę siatkę pokaleczyć. Dopiero później wymieniłem ją na miękką.”

Najciekawsze jest to, że według Mirosława ta konstrukcja prawdopodobnie istnieje do dziś. Ma znajdować się w Grudziądzu, w klubie związanym z jedną z dawnych filii Teamu Okniński. Jeżeli uda się ją odnaleźć i potwierdzić jej pochodzenie, będzie to jeden z najciekawszych materialnych śladów początku polskiego MMA.

Żółta klatka ustawiona na macie pośrodku hali sportowej, wokół rzędy białych krzeseł z publicznością
Klatka ustawiona pośrodku hali

Body Show

Pierwsza walka została pokazana podczas targów Body Show w Warszawie. Kontakt z organizatorem Mirosław nawiązał dzięki środowisku magazynu „Kulturystyka i Fitness. Sport dla Wszystkich”. Organizatorzy zaproponowali, żeby podczas targów zrobić pokaz nowej dyscypliny.

I zrobili. Bez wielkiej kampanii. Bez milionowych budżetów. Bez telewizji.

Na targi przychodzili ludzie zainteresowani kulturystyką i sportem. Widzieli klatkę, zatrzymywali się i patrzyli, co się dzieje. Mirosław szacuje, że walkę oglądało około stu osób. Byli zawodnicy jego klubu. Byli ludzie przyjezdni z Jakubowskim. Byli zwykli odwiedzający targi.

Nie było poczucia wielkiego historycznego wydarzenia. To przyszło dopiero później.

Prawie wszystko dozwolone

Pierwsze zasady były proste. Bardzo proste.

Nie było limitu czasu. Nie było klasycznych rund. Ktoś miał wygrać.

Zabronione były przede wszystkim ataki na oczy, jądra i kręgosłup. W pewnym momencie walki pojawiły się również uderzenia głową. Okniński przerwał tę część i zdecydował, że to już za dużo.

Reszta pozostawała bardzo otwarta. Nie chodziło o wymyślanie stu przepisów. Chodziło o sprawdzenie, który zawodnik będzie skuteczniejszy.

Dwaj zawodnicy walczą w parterze na macie w klatce, sędzia w koszulce Vale Tudo kuca tuż obok
Walka w parterze

45 minut i tysiąc złotych

Nagroda wynosiła tysiąc złotych. Warunek był jeden. Trzeba wygrać.

Problem polegał na tym, że po bardzo długiej walce żaden z zawodników nie chciał się poddać. Obaj byli już skrajnie zmęczeni. Okniński wspomina:

„Pytam jednego: poddajesz się? Nie. Pytam drugiego: poddajesz się? Nie. A widać, że już nie mają siły walczyć.”

W końcu sam podjął decyzję. Remis.

Tysiąc złotych zostało podzielone po połowie. Po pięćset złotych. Jakubowski nie był zachwycony. Według Mirosława miał powiedzieć, że przecież zwycięzca miał dostać cały tysiąc.

Tyle że zwycięzcy nie było.

Jedna walka to za mało

Po pierwszej walce Mirosław nie miał wątpliwości. To nie mogło skończyć się na jednym pojedynku.

„Walka wyszła dobrze. Powiedziałem sobie: trzeba jechać dalej. Robimy sport. Budujemy sport od początku. Sportu nie można zbudować na jednej walce, więc trzeba zrobić turniej.”

Tak narodził się pomysł MMA Polska. Nazwa nie była wynikiem miesięcy pracy agencji marketingowej.

„MMA, bo robiliśmy MMA. Polska, bo to była Polska. Proste.”

I właśnie takie były początki.

Legia i Gwardia

Pierwsze turnieje organizowano w miejscach związanych z warszawskim sportem. Okniński trenował wtedy między innymi na terenach Legii w rejonie Fortów Bema oraz na Gwardii przy Racławickiej. W tych miejscach odbywały się również pierwsze imprezy MMA.

Organizacja opierała się przede wszystkim na ludziach z sekcji. Nie było profesjonalnej firmy eventowej. Nie było wielkiego stałego zespołu.

„Jeden mógł, to pomagał. Drugi wyjechał, przychodził ktoś inny. Opierałem się na ludziach z mojej sekcji.”

Sam Mirosław odpowiadał za całość.

Kilka osób pochylonych nad stolikiem z listami startowymi i dokumentami przed turniejem
Stolik z listami startowymi

Zawodników trzeba było znaleźć

Dzisiaj organizator gali ma setki aktywnych zawodników MMA. Wtedy takich zawodników praktycznie nie było. Trzeba było ich szukać w innych sportach.

BJJ. Judo. Zapasy. Kickboxing. Boks.

Ogłoszenia pojawiały się między innymi w „Kulturystyce i Fitness. Sport dla Wszystkich”, gdzie publikowano również relacje z pierwszych walk. Ludzie czytali gazetę. Dowiadywali się, że gdzieś w Warszawie odbywają się walki, których wcześniej praktycznie nie było. I przyjeżdżali spróbować.

Chmielewski i Trędowski

Spośród pierwszych zawodników szczególne wrażenie na Oknińskim zrobili Antoni Chmielewski i Grzegorz Trędowski. Obaj wywodzili się z judo. Obaj trafili do środowiska MMA.

Ich dalsze losy dobrze pokazują również realia tamtych lat. Mirosław wspomina, że jeden z nich związał swoją drogę zawodową z policją, a drugi trafił do środowiska przestępczego.

To dla Oknińskiego ważny fragment historii nie tylko MMA, ale również polskiego sportu przełomu lat 90. i 2000. Po zmianach ustrojowych wielu zawodników, którzy wcześniej funkcjonowali w klubach resortowych i mogli liczyć na stabilne zatrudnienie, zostało praktycznie bez zaplecza. Niektórzy znaleźli miejsce w policji. Inni trafiali w dużo gorsze środowiska.

„To były złe czasy dla sportowców. Wielu bardzo dobrych zawodników zostało zostawionych samym sobie.”

O Antonim Chmielewskim Okniński mówi krótko:

„Wyśmienity sportowiec.”

Sędzia w koszulce Vale Tudo stoi w klatce między dwoma zawodnikami po zakończonej walce
W klatce po walce

Maciej Kawulski jako zawodnik

Dziś Maciej Kawulski kojarzony jest przede wszystkim jako jeden z twórców KSW. Wcześniej sam trenował i startował.

Według wspomnień Mirosława pojawił się w jego sekcji kilka miesięcy po jej uruchomieniu, mniej więcej w podobnym okresie co Łukasz „Juras” Jurkowski. Kawulski miał doświadczenie w karate. Trenował również jiu-jitsu. Okniński zapamiętał go jako zawodnika z niezłym parterem, zapasami i kopnięciami. Największą słabością miał być boks.

„Jakby nie poszedł w organizację gal, to mógłby być naprawdę niezłym zawodnikiem.”

Kawulski startował również w turniejach organizowanych przez Oknińskiego. Mirosław pamięta między innymi jego zwycięstwo nad Łukaszem Lesiem. Do historii tej walki jeszcze wrócimy osobno.

Budowanie zespołu trenerów

Mirosław nie próbował udawać, że sam zna wszystko. Kiedy rozwijał Vale Tudo MMA Warszawa, ściągał ludzi z różnych dyscyplin. Kickboxing. Zapasy. Jiu-jitsu. Judo.

Budował grupę trenerów, którzy razem mieli stworzyć zawodnika kompletnego. Wspomina między innymi trenerów Złotkowskiego, Kosteckiego i Stanisławskiego. Później rozpoczął również współpracę z Pawłem Nastulą podczas przygotowań mistrza olimpijskiego do startów w MMA.

To podejście stało się później charakterystyczne dla Teamu Okniński. Nie chodziło o udowodnienie, że jeden styl jest najlepszy. Trzeba było wyciągnąć z każdego sportu to, co działa.

Pierwsze turnieje nie były wielkim biznesem

Na pierwszych imprezach pojawiało się około 300 widzów. Była kasa biletowa. Przy kasie pomagała żona Mirosława. Bilet kosztował, według jego pamięci, około 50 złotych.

Wpływy wystarczały przede wszystkim na opłacenie hali, podstawowej organizacji i niewielkich wynagrodzeń dla zawodników. Na początku niektórzy startowali praktycznie za samą możliwość walki. Później pojawiały się stawki w rodzaju 500 złotych.

Nie były to pieniądze, dla których można było zostać zawodowym fighterem. Chodziło przede wszystkim o budowanie sportu i zdobywanie doświadczenia.

Zawodnik stoi przy siatce klatki po walce, tuż za nim publiczność i osoba z kamerą
Publiczność tuż za siatką

Bezpieczeństwo od początku

Walki były ostre. Przepisy znacznie bardziej otwarte niż dzisiaj. Ale Okniński podkreśla jedną rzecz. Zabezpieczenia medycznego nie lekceważył.

Na imprezach był lekarz. Była karetka.

„Bałem się, że jak coś się stanie, to nie wyjdę z więzienia. Dlatego zabezpieczałem się bardzo dobrze.”

Na szczęście podczas pierwszych turniejów MMA nie wydarzyło się nic, co zmusiłoby organizatora do gwałtownej zmiany formuły. Z czasem zasady były jednak porządkowane.

Zaczynają się prawdziwe przepisy MMA

Po doświadczeniu pierwszej, 45-minutowej walki było jasne, że turniej musi funkcjonować inaczej.

Pojawiły się limity czasu. Według wspomnień Mirosława walki odbywały się w formule dwóch rund po pięć minut, z możliwością dogrywki. Wprowadzono również kategorie wagowe. Początkowo były prawdopodobnie wzorowane częściowo na podziałach znanych z boksu. Zabronione pozostawały najbardziej niebezpieczne techniki, między innymi ataki na oczy i inne szczególnie wrażliwe miejsca.

MMA zaczynało przestawać być pojedynczym eksperymentem. Powstawał sport.

Sędzia? Okniński

Pierwsze walki w klatce sędziował sam Mirosław. Sędziów bocznych dobierał głównie spośród ludzi ze swojego środowiska i uczniów, którzy znali zasady oraz rozumieli walkę.

Nie istniała jeszcze rozwinięta struktura sędziowska polskiego MMA. Trzeba ją było dopiero stworzyć. Tak samo jak wszystko inne.

Sędzia w czarnej koszulce wydaje instrukcje dwóm zawodnikom przy siatce klatki, w tle publiczność
Instrukcje przed walką

Od zera

Pierwsza klatka nie przyszła od sponsora. Zrobił ją kowal.

Pierwsi zawodnicy nie przyszli z klubów MMA, bo klubów MMA prawie nie było. Przychodzili z judo, zapasów, BJJ, boksu i kickboxingu.

Pierwsze gale nie miały ogromnych budżetów. Zawodnicy czasami walczyli praktycznie za możliwość startu.

Nie było gotowego systemu. Trzeba było stworzyć zasady, znaleźć zawodników, zorganizować halę, zabezpieczenie medyczne, sędziów i publiczność.

I właśnie dlatego historia polskiego MMA nie zaczyna się od wielkich hal. Zaczyna się od ludzi, którzy postanowili zrobić coś, czego wcześniej tutaj praktycznie nie było.

Jak mówi Mirosław Okniński:

„Po pierwszej walce wiedziałem, że trzeba iść dalej. Jedną walką sportu nie zbudujesz.”

I poszli dalej.

Czytaj dalej

Osobno opisaliśmy samą pierwszą walkę w klatce: kto w niej wystąpił, jak wyglądały zasady i dlaczego skończyła się bez zwycięzcy. Jest tam również archiwalne nagranie.

Pierwsza walka w klatce i 45 minut bez zwycięzcy

Chcesz rozpocząć treningi MMA lub BJJ?

Zacznij w grupie początkującej Akademii Sportów Walki Wilanów. Nie musisz mieć doświadczenia, żeby wejść na matę. Potrzebna jest regularność i gotowość do nauki.

Sprawdź grafik zajęć
Wszystkie aktualności
ZajęciaWhatsApp, otwiera się w nowej karcieZadzwoń